szara gadzina
RSS
środa, 07 kwietnia 2010

Nie wiem doprawdy jak to się stało, że wcześniej nas tu nie było. Na szczęście w kalendarzu pojawiła się Wielkanoc, z którą nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić i wybór padł na Kerry.

Killarney National Park poznaliśmy przed rokiem, więc teraz ledwo nań spojrzeliśmy. Po szybkiej kawie i spacerze po miasteczku w ostatnich tej niedzieli promieniach słońca, ruszyliśmy na wycieczkę objazdową szlakiem znanym jako Ring of Kerry.

Kto był, ten wie - zobaczyć Kerry i umrzeć.
Irlandia w pigułce, okraszona tym razem prawdziwie wyspiarską aurą. Rozległe przestrzenie, wody te małe i te ogromne, wreszcie góry, nie ustępujące w swym uroku Tatrom.

Przejażdżka Gap of Dunloe stała się jedną z przygód życia - mojego jako kierowcy i z pewnością życia naszej niebieskiej rakiety. Droga nadawała się raczej dla mułów, a przy każdej próbie opuszczenia auta wiatr zawzięcie starał się urwać mu drzwi, czyniąc przy tym wewnątrz niebotyczny bałagan.

Przetrwaliśmy niewygody, a do domu wróciliśmy nasyceni wrażeniami, osmagani wiatrem, zmęczeni, ale przez chwilę bardzo, bardzo szczęśliwi. Następna wyprawa w tamte rejony latem. Czeka na nas Carrauntoohill.


o tej porze roku Mcgillycuddy's Reeks z daleka to prawie Alpy ;)


kolorowa uliczka w Killarney


u wrót Ring of Kerry



gdzieś na samym końcu Irandii...



jedno z killarnieńskich jezior


już wiem, że się daje i na takiej drodze ;-)


to tylko jedna z napotkanych przy drodze skorupek


mała woda, ale za to jaka wartka


Ladies View - w dole i za mgłą - Killarney National Park


droga do Black Valley


z Black Valley już prosto (?) do Gap of Dunloe


Gap of Dunloe - start!


surowe skały, jeziora i huczący wicher - Gap of Dunloe




niebieska rakieta aż przystanęła z wrażenia: niebezpieczny zakręt? tutaj?? Niemożliwe! ;-)

22:47, szara_gadzina
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 kwietnia 2010

Zasypała, uśpiła, zmroziła.
Czas płynął, ja - trwałam.

Pierwszy śnieg wręcz nas uszczęśliwił, ale z czasem mieliśmy dość i jego widoku, i temperatury. Po drodze ciepłe w blasku świec pierwsze wspólne Święta i Nowy Rok spowity mgłami. Wizyta w Polsce i wielkie śnieżyce. Morze zimą - dla mnie pierwszy raz. 

I powrót w połowie marca.
Katastrofalne skutki mrozu w ogródku i pierwsze oznaki wiosny. 

Wspomnienia oczywiście utrwalone, my znów trochę jakby przebudzeni.
Pora rozprostować kości, wiosna właściwie za progiem...


białe dachy sąsiedztwa


nasz egzotyczny zakątek


grill wydawał się zaskoczony... tak przez całą zimę ;-)


oszronione brzegi Shannon


Rzeka sama była chyba zadziwioczona widokami


co wypatrzył Kolega 


Świątecznie


mgły Noworoczne



zima z wysokości


"Nasza Góra" w śnieżnej czapie


zimowo nad Bałtykiem


Sopot


smutny skutek zimy: nasza umierająca palma 


wiosna blisko


na wyciągniecie ręki...

03:21, szara_gadzina
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 października 2009

przyniosła daty i słońce, którego tu zwykle niewiele
wpuściła światło i powietrze, nacisnęła "reload"
powróciły Anioły 
i dobre myśli

schwytaliśmy ją łagodnie
w jej najpiękniejszej odsłonie
taką, jakiej tu nie było
złotą irlandzką jesień













16:54, szara_gadzina
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 sierpnia 2009

Śnię, że budzę się w tamtym domu. Odkrywam to z niepokojem i czuję, że zaszła pomyłka. Mimo znajomej twarzy, mimo śniadania na stole wiem, że nie jestem u siebie, lecz nie umiem się z tego wycofać.

Przebudzenie właściwe przynosi prawdziwą ulgę. Ulgę, która wędrowała do mnie przez blisko dwa lata. Rozglądam się po słonecznym wnętrzu, które cześciej niż jakiekolwiek inne i z coraz większym przekonaniem, nazywam ostatnio Domem.

Treść podyktowało życie.
Ilustracje - pewna stanowcza sugestia.
Doro - dom i okolica ze specjalną dedykacją dla Ciebie :-)


z 301 do miasta


w sąsiedztwie...


nasza uliczka


tu mieszkamy (dom, nie przyczepa)


stąd wyglądam na świat


gdy Corbally się zmienia w Alaskę...


z widokiem na ogródek


my own private Florida


ogrodowy zestaw wypoczynkowy


minutę od domu...


nad rzeką


wymarzone na spacery


nadrzeczne brzęczenie


Shannon


wieczór na Corbally

23:09, szara_gadzina
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 sierpnia 2009

Godzina drogi od domu i jestem w innym świecie. Kamienne pustkowie, głośny szum wiatru i roztańczony na skałach Atlantyk.

Zapamiętałam marcowy płaskowyż jako kamienno - rdzawy, latem ma szerszą paletę barw, bo jak nadzieja wyrasta wśród skał roślinność, zaskakując determinacją. Przemierzaliśmy ten rozległy teren, podziwiając ikony irlandzkiego krajobrazu i ciesząc się towarzystwem naszej nowej Kompanii.

Dziś sami jesteśmy Burren.
On - skała.
Ja - wiatr.
Między nami huczy ocean.

14:48, szara_gadzina
Link Komentarze (1) »
środa, 12 sierpnia 2009
Mały update:
Zadzwonili.
Aparat czeka na mnie w sklepie :-)
13:07, szara_gadzina
Link Dodaj komentarz »

Ze sklepu fotograficznego wciąż wieści niet.
Tu siąpawa, w Miami gorąco.
Wspominam wyprawę do Everglades - tamtejsze bagna, cyprysy i buszujące wśród nich aligatory.

W ten sposób szara gadzina żegna się z Florydą.


gdzieś w Everglades...


zapomniana stacja benzynowa


jak czarownice bagienne


cyprysy


gadzina prawdziwa


nic, tylko głaskać


rodzinna sjesta


i jak ich nie kochać...?


skóra bura


nie przedstawił się, niestety


całkiem spora część ibisa


zaprawdę słoneczny to był stan

12:20, szara_gadzina
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lipca 2009

- Masz chyba słabość do liczby trzy - powiedziała kiedyś Pola, oglądając nasze zdjęcia z wakacji.
I właściwie odkrywcze to było - nigdy dotąd tak tego nie nazwałam, choć faktycznie pchają mi się te trójki w obiektyw.

A później przypomniałam sobie konkurs, jaki ogłosiła swego czasu - ukochana (swego czasu) radiowa Trójka. Nosił nazwę "Pocztówka z wakacji", a jedynym warunkiem uczestnictwa było przysłanie zdjęć, które w jakiś sposób zawierały w sobie liczbę trzy.
Nie wzięłam w nim udziału, ale jego idea puściła w mojej głowie korzenie.
Zatem trójka - odsłona pierwsza, bo przypuszczam, że nie pozbędę się nawyku łapania "trójkątów".

A ze sklepu fotograficznego zadzwonili, że zreanimują mój aparat. Jeszcze tylko dwa tygodnie...










11:41, szara_gadzina
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 lipca 2009

Mój canon w szpitalu, więc skoro brak mi nowych wrażeń, przekopuję stare.
Key West. Zaledwie trzy dni z moich zimowych wakacji - w zupełności jednak wystarczyły, by osiągnąć pożądany poziom ukojenia. Woda, słońce, spokój - czasami nie potrzeba dużo więcej.

Przeglądając zdjęcia dochodzę do wniosku, że szczególnie urzekła mnie fauna. Zamieszczam więc ułamek.
Fauna i.. kolor oceanu.


kojący zestaw barw


trochę jakby scena, a na niej...


humorzasta ptaszyna, nie chciała zapozować


miejscowa maskotka - są doslownie wszędzie


czyżby "szara gadzinka"?


brązowe pelikany, zaledwie kilka metrów od plaży


rodzinne polowanie


deska dla pieska

18:34, szara_gadzina
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 czerwca 2009

Mimo pozornej banalności jest w nich coś, co przyciąga mój wzrok. Czasem niespodziewany kolor, materiał, czasem zaskakujący gość, czy wręcz mieszkaniec.
I może to, że górują w przestrzeni, będąc jednocześnie mocnym oparciem.

Są wszędzie. A ja lubię, że wpadają mi w oko.
Zwyczajny - niezwyczajny - słup.











10:19, szara_gadzina
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
Statystyki www