Nie wiem doprawdy jak to się stało, że wcześniej nas tu nie było. Na szczęście w kalendarzu pojawiła się Wielkanoc, z którą nie bardzo wiedzieliśmy co zrobić i wybór padł na Kerry.
Killarney National Park poznaliśmy przed rokiem, więc teraz ledwo nań spojrzeliśmy. Po szybkiej kawie i spacerze po miasteczku w ostatnich tej niedzieli promieniach słońca, ruszyliśmy na wycieczkę objazdową szlakiem znanym jako Ring of Kerry.
Kto był, ten wie - zobaczyć Kerry i umrzeć.
Irlandia w pigułce, okraszona tym razem prawdziwie wyspiarską aurą. Rozległe przestrzenie, wody te małe i te ogromne, wreszcie góry, nie ustępujące w swym uroku Tatrom.
Przejażdżka Gap of Dunloe stała się jedną z przygód życia - mojego jako kierowcy i z pewnością życia naszej niebieskiej rakiety. Droga nadawała się raczej dla mułów, a przy każdej próbie opuszczenia auta wiatr zawzięcie starał się urwać mu drzwi, czyniąc przy tym wewnątrz niebotyczny bałagan.
Przetrwaliśmy niewygody, a do domu wróciliśmy nasyceni wrażeniami, osmagani wiatrem, zmęczeni, ale przez chwilę bardzo, bardzo szczęśliwi. Następna wyprawa w tamte rejony latem. Czeka na nas Carrauntoohill.

o tej porze roku Mcgillycuddy's Reeks z daleka to prawie Alpy ;)

kolorowa uliczka w Killarney

u wrót Ring of Kerry


gdzieś na samym końcu Irandii...


jedno z killarnieńskich jezior

już wiem, że się daje i na takiej drodze ;-)

to tylko jedna z napotkanych przy drodze skorupek

mała woda, ale za to jaka wartka

Ladies View - w dole i za mgłą - Killarney National Park

droga do Black Valley

z Black Valley już prosto (?) do Gap of Dunloe

Gap of Dunloe - start!

surowe skały, jeziora i huczący wicher - Gap of Dunloe



niebieska rakieta aż przystanęła z wrażenia: niebezpieczny zakręt? tutaj?? Niemożliwe! ;-)